Lila – drapieżny kotek czy słodki domowy zaniedbany kociak?

lilia

Jak się chce żeby coś wpadło w nawyk, to nie można sobie tego odpuszczać, prawda? Tak więc opiszę coś. Kotka.

Kotek ma na imię Lila i wzięłam ją na dłuższy niż zwykle weekend. Jestem u siebie na wiosce. Poprzednia właścicielka nauczyła ją, że może wszystko, włącznie z wskakiwaniem na głowę (dosłownie!).

Lila jest bardzo ciekawska. Jak to kot w nowym miejscu. Tak więc choć jest tu dopiero kilka godzin, to już poznała prawie wszystkie zakamarki. W kuchni od strony miejsca przygotowywania jedzenia ją pogoniłam. Okazało się, że wystarczyło słowo „psik”. Ale od pieca, w którym się właśnie rozpalało nie zdążyłam i głupiutka poparzyła sobie troszkę łapki. Najpierw uciekła, a potem przyszła usiąść niedaleko mnie i z pretensjami patrzyła na mnie spod oka i lizała sobie swoje nogi.

Ostatnio widziałyśmy się w czasie jej ruji i to było dość miłe spotkanie, bo choć zachowywała się dziwnie, to jednak była przyjacielska i „do ludzi”.

Wcześniej była tragedia – uciekała i chowała się gdzie tylko mogła. Potrafiła zaatakować pazurami gdy zajrzałaś do niej za kanapę. Na początku gdy się poznawałyśmy była raz milusińska, a raz drapieżna. To znaczy przychodziła się przymilać, kazała się głaskać, a po dosłownie chwili – atakowała zębami i/lub pazurami. Po przetrzymaniu gryzienia po chwili znów chciała żeby ją głaskać. Humorki nie z tej ziemi. Z tym, że jak gryzła i drapała to porządnie do krwi, a jak chciała żeby dla niej coś zrobić to też nie odpuszczała i spokój dawała dopiero po zaspokojeniu jej zachcianek.

I tak sobie te kilkanaście miesięcy życia wychowała ludzi… Ciekawa jestem czy da się ją jeszcze oswoić. Będę miała wkrótce więcej wolnego czasu, a jej właścicielka nie ma go dla niej, więc myślę nad jej adopcją.

Zawsze mi brakowało miejsca na trzymanie zwierzaków, bo wiecznie się przeprowadzałam i wynajmowałam mieszkania. W najbliższym czasie to się troszkę zmieni, a przy najbliższym wynajmie jest opcja żeby szukać miejsca dla nas dwóch. Podobno takie rzeczy są realne. W końcu nie jestem bezrobotną ani studentką. Osobę pracującą szukającą mieszkania ocenia się inaczej. Często ludzie szukają tylko takich osób. Z tym, że często sami mają zwierzaki i szukają kogoś, kogo one też zaakceptują. A czasem nawet pomogą im w opiekowaniu się nimi.

Ja kilka razy szukałam pokoju do wynajęcia ze zwierzakiem. Z tym, że był to żółw lądowy, który nie biega luzem (właściciel nie musi wszystkiego wiedzieć ;-)), nie odzywa się i nie niszczy przedmiotów.

Jest szansa, że się uda, ale póki co – musimy przetrwać razem ten weekend…

 zdjęcie z http://www.tapeciarnia.pl/tapety/normalne/181591_grafika_lilia_kamienie_woda.jpg 

Dodaj komentarz