Po urlopie i jak to jest z wizytami u lekarzy.

Tak jak pisałam wcześniej – z moją systematycznością kiepsko. Po tym jak podczas urlopu rozstałam się z małym komputerkiem – nic nie pisałam. Dostałam go w swoje ręce dopiero wczoraj. Pisanie na telefonie mi się nie uśmiecha, na dużym mi się nie chciało, a o tablecie zapomniałam. Jakoś tak tego ostatniego rzadko kiedy używam. A gdy się nie używa go kilka dni to się całkowicie rozładowuje. Tak więc jego używanie trzeba planować ciut wcześniej, a na to byłam z jednej strony za leniwa, a z drugiej zbyt zabiegana.

Do opisywania urlopu jeszcze wrócę. Zrobiłam od wtorku do soboty prawie 400 zdjęć, więc będę miała z czego wybierać.

Największą tragedią urlopu było uszkodzenie mojego Kindle i dzień powrotu kiedy to nie mogłam się wydostać z Oświęcimia. Historia lubi się powtarzać… Mam uszkodzony wyświetlacz, wygląda na walnięty, a serio – nie wiem jak to się stało. Mogłam go dać na przechowanie rodzicom – tak jak netbooka. Naprawa prawie 2 stówy. Niestety w szpitalu nie poczytam i teraz jestem bardzo do tyłu z blogami, które uwielbiam czytać. Może uda mi się wkrótce zrobić listę takich, na które zaglądam i komentuję dość często. A co do ostatniego dnia urlopu to opiszę to za kilka dni.

Mój pobyt w szpitalu się zbliża i w tej sprawie miałam trochę załatwiania i jeszcze z wszystkim się nie uporałam. Dzisiaj załatwiłam L4. Było z tym trochę nerwów. Tydzień temu zmieniłam przychodnię na bliższą mojemu miejscu stałego zamieszkania i zameldowania (wcześniej miałam w mieście bliżej pracy). Wróciłam do mojej Pani Doktor dziecięcej, bo wiem, że zajmuje się też dorosłymi i sądziłam, że się dogadywałyśmy i że mnie lubi. No i zonk. Nie dała mi wczoraj zwolnienia. Muszę mieć od ortopedy i koniec. Wypisze jak ewentualnie przyniosę od niego kartkę. Dostać się do przychodni ortopedycznej przed zabiegiem (planowanym za tydzień) – niemożliwe (sprawdziłam). Dobrze, że podpowiedziano mi o zaletach pójścia na wizytę prywatną. Mama mnie wyciągała, żeby iść jeszcze raz do Pana Ordynatora, ja nie chciałam, bo to stówka za pogadankę, a poprzednia wizyta była marna jakościowo, bo lekarz nie w humorze i mocno podziębiony i do tego doradził tylko żeby przeczekać ten miesiąc na wyznaczony wcześniej termin. Jednak poszłyśmy dzisiaj, druki miał i wypisał. I to tak sprytnie, że na wizycie w szpitalu nie stracę tych 10% zasiłku za zwolnienie szpitalne. I jeszcze skierowanie na rtg dał.

Tak więc jutro rano anestezjolog, laboratorium i rentgen. Plus poczta. Rano muszę popakować paczki i zwolnienie, a na poczcie jeszcze wszystkie druki powypisywać. Trzeba trochę wcześniej wstać. Tak więc dziś już kończę bez zdjęć, a jutro postaram się tu napisać coś więcej i coś pokazać.

One thought on “Po urlopie i jak to jest z wizytami u lekarzy.

Dodaj komentarz