Potrąciłam zwierzątko. Co się wtedy robi?

Potrąciłam zwierzątko.

Leciutko, wolno jechałam. Przeżyła.

Wjechałam w asfaltówkę łączącą drogę międzymiastową z wiejską. Bardzo wąsko, po bokach lasy. Jechałam 20-30 km/h. Już wcześniej źle mi się jechało, bo było strasznie ciemno i sama patrzyłam na licznik i dziwiłam się, że tam gdzie potrafię pruć ponad stówę, to jechałam maksymalnie 80. Do tego nie miałam okularków, więc tym bardziej uważałam na drogę. Jestem krótkowidzem. Byłam trochę zmęczona, ale i podekscytowana powrotem do domu i wizją dokończenia wieczoru przy piwku z sąsiadami.

Droga ta była mega wąska. Żeby minąć się z autem jadącym naprzeciwko trzeba zwolnić do chociaż 30. Zwierzaków tu w lasach pełno, rozglądałam się na boki, ale tej sarenki nie zauważyłam, chociaż jaśniutka. Potrąciłam. Zdążyła dobiec do tablicy rejestracyjnej, więc to chyba ona pędziła, a nie ja. Poczułam lekkie uderzenie, noga na hamulec i panika. Co powinnam zrobić? Włączyłam w aucie wszystkie światła i wysiadłam, ale ciemno jak w tyłku, w lusterku nic nie widać, żadnych aut za mną ani przede mną. Zderzak z przodu raczej cały, więc i ona powinna być cała. Postanowiłam zawrócić. Z trzęsącymi rękami i strachem w oczach było to trudne. Kręciłam do przodu, do tyłu, ledwo manewrując kołami. Nie byłam nigdy pewna, czy możliwe jest zawrócenie na ten drodze, zwłaszcza takiego długiego auta jak moje.

Jak postawiłam je równo w poprzek i zakryłam całą drogę, to się przestraszyłam, że coś może nadjechać i ją przejechać i dobić. Z jeszcze większym strachem wykręciłam w jej stronę, wyprostowałam koła, podjechałam pomaluśku rozglądając się i zobaczyłam ją. Leżała skulona na asfalcie tak z metr od leśnej drogi. Wysiadłam. Wzięłam telefon do ręki z myślą, że jak będzie jej coś poważnego zadzwonię do kogoś po pomoc. Ona popatrzyła na mnie, też przestraszona i kulejąc wstała i uciekła w stronę bliższego lasu wydając przy tym dziwny pisk. Wróciła tam skąd biegła. Nie widziałam żadnej krwi na niej. Nie widziałam żadnych innych sarenek, co jest dziwne, bo one zawsze poruszają się stadami. Nieraz jak jadąc autem wypatrzyłam jedne oczy na poboczu, to znajdywałam zaraz drugie i czasem nawet trzecie. A ta była sama. I trafiła na mnie. I ja w nią.

I nie wiem wciąż co powinnam zrobić w sytuacji gdyby jej się coś poważniejszego stało, albo jakbym ją zabiła? Źle się strasznie czułam z tej bezsilności i niewiedzy. Byłam samiutka, kilka kilometrów od wiosek. Telefon dodawał mi odwagi.

Potem zobaczyłam z bardzo daleka jakieś światła auta wjeżdżającego w tą drogę i znalazłam ciut lepsze miejsce do zawrócenia i pojechałam do siebie. Patrzyłam na auto z tyłu, czy jedzie równo, czy się nie zatrzymuje, czy sarenka nie wróciła na drogę, a kierowca jej nie omijał. Nic takiego nie zobaczyłam. Jechał równo, dość szybko, więc dałam się dogonić i w bezpiecznej odległości trochę go stopowałam żeby zwolnił. Potem zniknął w pierwszej wiosce, a ja pojechałam dalej. Przez kolejne lasy. Pomalutku, z długimi i mocnymi światłami.

Wiem, że nic jej się nie stało, ale mogło. A nie wiem co należy robić w takich sytuacjach?

 

57 thoughts on “Potrąciłam zwierzątko. Co się wtedy robi?

  1. Kurcze, przyznam szczerze, że ja nigdy nie byłem w takiej sytuacji i cóż, mam nadzieję, że nie będę. Sam nie umiem powiedzieć, co bym zrobił w takiej sytuacji. Chyba należałoby zadzwonić do nadleśnictwa, tego, na którego terenie akurat jesteśmy, tyle, że skąd człowiek ma wiedzieć, pod jaki numer dzwonić, nie…? Kiepska sytuacja, mam nadzieję, że i sarnie i Twojemu autku nic poważnego się nie stało…

    1. A co ma picie do myślenia? Co trzeba byłoby zrobić w tej sytuacji? Gonić tą sarnę, złapać i zawieźć do weterynarza? Dobić? Czy zbadać na okoliczność „obrażeń wewnętrznych” ?

  2. Jakbyś ją zabiła ,to auto byłoby uszkodzone,nie wiadomo czy by się dało dalej jechać,jeżeli by się dało to zwierzę do rowu i tyle,lisy swoje zrobią !

  3. Szybciutko dobić, do bagażnika i zamówić masarza, żeby pyszne wyroby zrobił! Tylko pamiętać o folii do zawinięcia tuszy (ja zawsze wożę), bo krew jak się rozłoży to okrutnie śmierdzi.

    1. puknij sie w czolo debilu!!!! radzisz dziewczynie zeby dobijala zwierze po ciemku na drodze. ty moze wozisz ze soba jakies narzedzia do takich celow, Ona raczej nie. widac w jaki sposob post napisala. a tak w ogole to potracenie zwierzecia i nie udzielenie mu pomocy jest karalne i nie ma mowy o zadnym dobijaniu na wlasna reke, nalezy zawiadomic odpowiednie sluzby i oni zadecyduja co dalej

  4. Samochod wazy ponad tone, przy predkosci 20-30km/h z latwoscia jest w stanie zrobic krzywde „zwierzatku”. „Zderzak z przodu raczej cały, więc i ona powinna być cała”….?!?!? Zderzak jest z tworzywa sztucznego przystosowanego do pochlaniania energii przy kolizjach, nie musi byc wcale uszkodzony by zlamac/uszkodzic noge „zwierzatka” lub czlowieka. Brak krwi rowniez nie oznacza braku obrazen, przeciez w takim wypadku najgrozniejsze sa obrazenia zadane obuchem, bez uszkodzen zewnetrzynych lecz dla zwierzecia zabojcze jak zlamanie lub pekniecie kosci, wszelkiego rodzaju obrazenia organow wewnetrzych…..
    Masz nadzieje ze nic jej sie nie stalo, a przeciez sama zauwazasz ze uciekla od ciebie kulejac, a ucieczke spowodowala Twoja obecnosc. Zwierze pewnie lezalo cierpiac po doznaniu jakiegos zlamania i tylko nagly strach przed Toba pozwolil jej na wstanie i odbiegniecie.

    Po przeczytaniu Twojego opisu jazdy po tej drodze oraz zawracania mam tylko nadzieje ze nie spotkam cie jako wspoluzytkownika droki po ktorej bede jechal.

    Ale nie martw sie na pewno wszystko bedzie wporzadku, a nastepnym razem nie kombinuj i nie probuj robic jakis dziwnych rzeczy bo mozesz doprowadzic do wiekszej tragedii z Twoim udzialem. Nie jestes w stanie zapobiec takim wypadkom, ale jesli juz sie zdarzy a Ty chcesz byc pomocna to zabezpiecz najpierw miejsce zdarzenia a nastepnie skontaktuj sie z weterynarzem/lesniczym w danej okolicy, ewentualnie przenies „ofiare” na pobocze.

  5. Prawnie wygląda to tak: Każde zdarzenie na drodze zgłasza się na numer alarmowy Policji. Na podstawie opisanego zdarzenia poprzez uczestnika lub świadka Policja podejmie odpowiednie kroki włącznie (w przypadku urazu zwierzęcia) powiadomienia organu Inspekcji Weterynaryjnej lub bezpośrednio lekarza weterynarii, a nawet pracowników najbliższego schroniska dla zwierząt.
    Jednocześnie zaznaczam, że brak pomocy zwierzęciu rannemu w wypadku może zakończyć się mandatem.

    1. Ona może i ma włosy blond, ale ty na pewno ( nie „może” ) jesteś fiutem.
      Jeśli takie pytanie pozwalasz sobie stawiać. Jakie masz intencje?
      Domyślam się, że chcesz ją obrazić
      Skąd takie zera się biorą, pewnie z buszu wyskoczyłeś.

  6. hej,
    no coż -mistrzem keirownicy z tego co widze to nei jesteś, ale nie zamierzam Cię strofować-przynajmniej dostosowujesz prędkość do umiejetności.

    co do pytania- w takich sytuacjach trzeba zadzwonic po lesniczego/weterynarza/straż miejską lub policję. Najlepiej-na policję a oni powiedzą co robić dalej. Oczywiście zabezpieczyć miejsce wypadku, ustawić trójkąt no i czekać na pomoc. W przypadku potracenia mniejszych zwierząt – domowych, można spróbować na własną rękę zabrać je do weterynarza (dzieki temu szybciej uzyskają pomoc-niestety czesto strazy miejskiej zajmuje duzo czasu zanim zawiezie zwierze do weta), ale trzeba to zrobić BARDZO ostrożnie. Po pierwsze dlatego żeby nie sprawić jeszcze większego bólu, a po drugie dlatego że zwierzę będące w szoku moze próbowac ugryźć/podrapać. Najlepiej delikatnie włożyć pod nie tekturę lub jakąś szmatę i unieść je poprzez tą szmatę naprężając ją i robiąc takie mininosze (szmatą moze byc np kurtka). Jeśli nie ma zupełnie nic do podlozenia pod zwierzę,mozna uzyc wlasnych rąk ale trzeba się strać w miarę mozliwości nie zmieniać pozycji zwierzaka. Jeśli nie chce się na własną rękę zawozić zwierzęcia do weterynarza to min nalezy zadzwonić po policję lub straż miejską, zabezpieczyć miejsce wypadku i czekac na pomoc.

  7. Po tym niemrawym opisie i sposobie zawracania i jazdy mniemam, że niedawno masz prawo jazdy. Wystarczy zdjąć nogę z gazu. Nic nie zyskasz będąc gdzieś pół godziny wcześniej, a wiele możesz stracić. Teraz sarenka, następnym razem może być pijany grzybiarz !

    1. jeżdżę dobrych kilka lat. nikomu nie życzę takiej sytuacji – tego zawracania i niewiedzy jak się zachować. nic nie poradzę, że mocnych świateł do tyłu nie produkują, latarki nie miałam, a cofać nie było wskazane, bo w lusterkach widziałam tylko ciemność. a nogę z gazu zdjęłam – na całej trasie tej nocy.

  8. Fajnie, że Onet wyróżnił tego posta. Jeszcze lepiej, że paru internatuów nie było hejterami, tylko podało rozsądne porady. Dzięki. Oby się nie przydały;), ale dobrze wiedzizeć, co robić, jakby co.
    Szerokości.

  9. zawsze trzeba dzwonic po straz miejska a jezeli nie ma w danym miescie to po policje. oni maja obowiazek zabrac ranne zwierze i zawiesc do weterynarza. jezeli jednak oni sie nie zgodza ( to zalezy od gminy) to nalezy samemu zawiezc zwierze do weterynarza. pamietajcie o tym ze zwierzeta odczuwaja wszystko tak jak ludzie one takze maja unerwiony organizm wiec takze odczuwaja bol. nigdy ne zostawiajcie ich widzac ze cierpia

  10. zamiast skupić się na zwierzątku i podać sposób na takie sytuacje, każdy tu jak widzę najbardziej ocenia tę dziewczynę…..a Tobie czy Tobie nie zdarzają się sytuacje na drodze, które nie powinny się zdarzyć bo przecież jesteś SPECJALISTĄ od prowadzenia auta…. no przecież facet…

  11. Masz wadę wzroku i jeździsz samochodem bez okularów?
    Jak bardzo trzeba być nieodpowiedzialnym, by wsiadać w takiej sytuacji za kółko. Piętnujemy pijanych kierowców, ale ślepy za kółkiem nie jest lepszy.

    1. mam wadę wzroku tak małą, że na codzień nie muszę nosić okularów. do auta zakładam głównie żeby nie mieć odbłysków gdy mam zmęczone oczy.
      fakt, że badania wzroku kierowców powinny być pod większą kontrolą.

  12. Też mam słby wzrok i kiedys potracilem sarenkę, która uciekla do lasu. Tylko po mojej zostal rowerek na którym jechala.

  13. Kiedyś jechałem nocą moim autem typu bagażówka. Było po północy, kiedy zauważyłem wychodzący z pola na jezdnię cień. Kiedy dojechałem, zauważyłem, że to lis. Szedł powoli i nie zatrzymał się, widząc że jadę. Nie miałem żadnych szans na zatrzymanie się, jechałem ok. 140. Wszedł mi prosto pod koła. Poczulem tylko niewielkie drgnięcie… Kiedy rano spojrzałem pod spód auta, zobaczyłem tylko na lewym resorze kawałek rudego futra i ślad krwi.

  14. mieszkam w UK zatem opowiem przygodę z UK mojego brata, Jelonek który wybiegł, tfu wyskoczył na drogę „skasował” mu samochód ale nie o tym tu sprawę załatwia się szybko jest coś w rodzaju pogotowia w takich przypadkach zwierzę zostało odwiezione do specjalnej kliniki(noga złamana o ile pamiętam)
    pozdrawiam

  15. Leśniczy w takiej sytuacji nic nie zrobi.Mój mąż znalazł latem sarenkę w lesie z chorą nogą.Leżała i dała rady uciekać.Mąż znalazł wreszcie w internecie leśniczego który odpowiadał za ten las i dowiedział się,że go to nie obchodzi,bo leśniczy odpowiada tylko za drzewa a za zwierzęta już nie.myśleliśmy,że wyjdziemy z siebie.po długich poszukiwaniach znaleźliśmy wreszcie weterynarza,który zająłby się nią,ale dopiero na drugi dzień bo było już późno-22.niestety jak na drugi dzień mąż poszedł w to miejsce gdzie leżała,okazało się,że dopełzła kawałek dalej gdzie był mały srumyk,żeby się napić i utopiła się.W Polsce niestety wciąż nie ma miejsc gdzie można się zgłosić w sprawie chorego dzikiego zwierzęcia.to była bardzo przykra dla nas sprawa,bo bardzo chcielißmy jej pomóc.

  16. A wiec jechalas na piwko z sasiadami, po piwku zapewne, i bez okularow mimo krotkowzrocznosci. Widac z opisu ze jezdzisz niepewnie, cale szczescie ze po lesnych drogach a nie po miescie bo nastepnym twoim wpisem byloby „potracilam dziewczynke.lezala na poboczu…”
    Zenujace. Prawdopodobnie zabilas sarne. Ona uciekla, bo byla wystraszona i dzika. Nie zna ludzi a ci jeszcze ja krzywdza zadajac bol i kaza umierac w ciemnym lesie w meczarniach. Bo ta sarne zapewne zdechla. I glupio sie nie pocieszaj ze pewnie nie miala obrazen, ze nie bylo krwi i caly zderzak….Do rana skonala a ty jestes temu winna przez swoja krotkowzrocznosc (w przenosni) i brak pomyslunku. Cheers!

    1. ten komentarz zostawię żeby pokazać jak ludzie potrafią przekształcać to co napisałam w to co chcieliby przeczytać
      fakty: nie piłam. okularów nie muszę nosić na codzień. niepewnie jeżdżę tylko w nocy, a zawsze asekuracyjnie. nie zabiłam sarny.

  17. Ile hejtu przy jednym małym poście… Nawet miejsce na insynuację się znalazło, że blogerka na % jechała…
    Mężowi kiedyś sarna wyskoczyła przed maską (mimo, że jechał przed nim bezpośrednio sznur aut). Aaa, i najważniejsze! – był trzeźwy i nie ma problemów ze wzrokiem. Zderzak i lampa do wymiany. Wysiadł, sarny nie było, pojechał…

    Rozumiem, że autorka ma wyrzuty sumienia itp., jednak myślę, że trzeba to też rozpatrywać na innej płaszczyźnie. Co byłoby gdybyś jechała szybciej (np. wiele szerszych dróg wojewódzkich prowadzi przez lasy) i gwałtownie odbiła chcąc uniknąć kolizji ze zwierzęciem i doprowadziła do zderzenia z innym autem? Co jeśli stałoby się coś Tobie lub tamtym ludziom?

    Potrącenie bogu ducha winnego zwierzęcia jest przykre, jednak niekiedy nieuniknione. Ludzie wkraczają z drogami na ich naturalne środowisko… Proszę lamentu nie podnosić, co gdyby potrąciła człowieka. Człowiek nie sarna i posiada rozum – nie pcha się pod nadjeżdżające auto. Zresztą – każdy mądry pieszy wie, że odblaski + jakieś źródło światła zwiększa jego widoczność na drodze – a o to tu chodzi przecież…

    no chyba, że przestaniemy jeździć po zmroku przez lasy…
    Pozdrawiam!

  18. myślę,że ta sarna żyje.dzikie jeleniowate potrafią dostać zawału i umrzeć po spotkaniu z człowiekiem.są delikatne.
    zrobiłabyś więcej złego,gdybyś ją wzięła do weterynarza-nie przeżyłaby podróży.taki kontakt z człowiekiem byłby dla niej śmiertelnym szokiem.

  19. I co z tego czy sarna umarła czy nie, mogłoby ją zabić nawet 10 km/h, to sarna wyszła na jezdnię a nie autorka wjechała do lasu. Ludzie też pakują się na ostatnią chwilę przed auto licząc na szczęście i nie raz nie dwa giną za swoją głupotę… Krytykujcie niska prędkośc jak się ktoś wlecze a wysoka jak stała się krzywda sarnie czy innemu zwierzęciu. Selekcja naturalna, nie to auto to inne. A i gratuluję pomysłu wozenia dzikiego zwierzęcia samochodem do weterynarza. Raz ze w trakcie jazdy będzie chciało uciec i może zrobić krzywdę kierowcy chcąc się wydostać a dwa, przywiez takie zwierzę do weterynarza, a może cie odesle do czubkow…dzikie zwierzęta nie chcą i nie potrzebują ludzkiej pomocy.

    1. Slusznie ktos zrobi zachowjac szczegulna ostroznosc,nie zblizajac sie zbytnio do „jeleniowatych”;ich kopytka przecinaja cialo ludzkie jak brzytwa.Trzeba zabezpieczac miejsce kolizji do czasu przybycia sluzb.
      Widzialem czlowieka z rozpruta klatka piersiowa,bo chcial podobno przeniesc jelonka z jezdni.

  20. To proste dzwoni sie na 112.musza pomoc! Gdyby kazdy myslal i ROBIL jak ty,to tylko sie zabic.sa ludzie pomimo ze sa cyt.”samiusiency” pomoga.bo maja w sobie odpowiedzialnosc.

  21. Dzwonisz na 112 i oni w zależności od potrzeby przysyłają kogo trzeba – zwykle Policje, która zawiadamia służby do usunięcia martwego zwierzęcia. Bo ranne zwykle ucieknie.
    Mi chyba rok temu wyskoczyła sarna pod koła na terenie zabudowanym, gdzie nawet lasu nie było – sobie siedziała w zarośniętym rowie i wyskoczyła jak nadjeżdżałem. Trochę ją ominąłem wiec poszło bokiem – reflektor, błotnik i drzwi. Sarna poleżała trochę, podniosła się i poszłaaaaa. Trudno powiedzieć czy przeżyła ale jak przyjechała Policja to jej nie było a nawet sprawdzali obok drogi czy nie leży gdzieś tam w krzakach.

    1. A dzika zabrali i mieli wyżerkę na grilla. Kobieto, jak porządnie trafiona, to do auta i przynajmniej dziczyzna będzie. Kosztów naprawy i tak to nie pokryje, ale zawsze to smaczne i zdrowe. I nie wzywaj policji czy innych srażników; z założenia dostaniesz mandat (bo znak stał, że dziczyzna biega), będziesz się tłumaczyć,i ogólnie samme problemy,a zwierzątkiem podzielą się funkcjonariusze. No chyba że straty duże i autocasco płaci.

  22. 112.
    Dzwonisz na 112, oni pomogą i znajdą odpowiedzialnego.
    Formalnie zwierzyna dzika jest własnością Państwa, a praktycznie gospodarują nią i odpowiadają myśliwi, którzy dzierżawią obwody łowieckie ( teren lasów i pól).
    Tak wiec w efekcie zająć się ranną zwierzyną musi myśliwy lub łowczy koła łowieckiego, który będzie wiedział co zrobić- wezwać weterynarza czy dobić (niestety!) cierpiące zwierzę.
    Nie należy bron boże podnośić zwierzyny lub samemu ratować, bo może zaatakować np ranny dzik lub być wściekłe (lis, pies…).
    I nie słuchać głupot które wypisują wszystkowiedzący.

  23. co można zrobić? jezeli zwierzę nie jest w stanie poruszac się o własnych siłach – dobić, lub jak masz taką możliwość – zadzwonic do najbliższego koła łowieckiego (w nocy to raczej cięzko)

    natomiast chciałem się odnieść do tego: :” tam gdzie potrafię pruć ponad stówę, to jechałam maksymalnie 80″

    rozwalają mnie ludzie, którzy martwią się potrąconą sarenką, ale zaraz potem jeżdżą jak idioci (mając problemy ze wzrokiem), ryzykując zdrowie i życie innych ludzi

    jakie to typowe dla naszych czasów

    nie pozdrawiam

    1. dobić? to za ciężki dla mnie mnie temat.
      czytanie ze zrozumieniem – tej nocy nie prułam tyle.
      nie jeżdżę jak idioci i dlatego też przejmuję się sarenką.

  24. Moja dobra rada dla jadących przez las po zmroku. Zawsze używać świateł drogowych. Jest większa szansa zauważenia wychodzącej zwierzyny na drogę. Czasami z głębokiego rowu. Dajemy sobie i zwierzęciu szansę na uniknięcie kolizji, która czasami może nawet doprowadzić do skasowania samochodu – nie mówiąc o zagrożeniu własnego zdrowia i życia. Gdy dojdzie do takiego niepożądanego zdarzenia należy oczywiście zainteresować się stanem zwierzęcia. Jeżeli uszło cało w las interwencja leśników i policji jest zbędna. Postawione znaki ostrzegawcze przed zwierzyną leśną nie dają szans na jakiekolwiek naprawienie szkody z ubezpieczenia OC. Tylko AC może próbować odtworzyć autko.

  25. Smutne to wszystko. Dorosły człowiek , a bezradny. Tak Go wychowano. Tzn. nic realnego wszystko na pokaz.
    1. Normalnie to jeździ tam 100 – przepisy sa dla innych
    2. W dokumentach ma napisane: musi prowadzić w okularach – zapomniała
    3. Potrąciła zwierzę, panika, jakby potrąciła człowieka też by nie wiedziała co zrobić.
    4. Oczywiście wielka żałość nad zwierzątkiem – przecież to jej pierwszy kontakt z dzikim zwierzątkiem. W domu wprawdzie ma kota, ale ten domowy poza dom nie wychodzi.
    5. Dobrze, że porusza temat, może sie jeszcze czegoś nauczy.

    1. 1. „już wcześniej” oznacza, że nie w tym miejscu gdzie zderzyłam się z sarną, tylko w innym potrafię „pruć ponad stówkę”. także kłania się czytanie ze zrozumieniem
      2. nie mam napisane żeby prowadzić w okularach – aż takiej wady nie mam. może pretensje powinny być skierowane do badającego mnie lekarza?
      3. panika była, ale w przypadku człowieka myślę, że lepiej bym sobie poradziła
      4. to nie pierwszy kontakt. a moje zwierzaki „domowe” zawsze latały wokół domu i miały dużo wolności
      5. może nie tylko nauczę siebie, ale i innych
      6. ciekawe były te docinki, ale nie związane z tematem, a obrażaniem mnie [cenzura]

  26. Szkoda, że autorka nie raczyła ustosunkować się do komentarzy 😀

    Pewnie jej głupio, że nie dość, że łamie przepisy, to pokazała się jako totalna blondynka.

    Brawo kochana. Przez takie babska jak Ty, kobiety mają zwichniętą opinię jako kierowcy.

    1. autorka ma życie poza blogiem
      w porównaniu do innych kierowców ja wyjątkowo łamię przepisy
      nie mam sobie nic do zarzucenia, bo niewiele mogłam zrobić – dojechać musiałam i jechałam ostrożnie
      końcówkę tego komentarza cenzuruję, a kiedyś już pisałam o babach za kierownicą, nie czuję się taką przysłowiową.

  27. Krótkowidz bez okularów „prujący” ponad stówę na wiejskiej drodze? Nie widzisz w tym niczego złego? Ja zabrałbym ci od razu prawo jazdy – bo nie chciałbym znaleźć się na twojej drodze o zmierzchu…

    1. proponuję nie wyjeżdżać na drogi.
      1. nie znasz jaką dokładnie mam wadę wzroku
      2. nie pruję ponad stówkę na wiejskich drogach. wiejskie oznaczają mniejszą prędkość – i u mnie i w przepisach. czytanie ze zrozumieniem się kłania.

  28. Niestety bardzo prawdopodobne jest, że sarence coś jednak się stało. To, że uciekła z miejsca wypadku o niczym nie świadczy. Zwierzę tak jak i człowiek w szoku może nie czuć bólu. Mogła ujść kilkaset metrów i umierać gdzieś w męczarniach. Najlepiej na wypadek takich sytuacji mieć zapisany w telefonie nr do Pogotowia dla Zwierząt, jeżeli takie działa w Twojej miejscowości. Jeśli nie to dzwonimy pod nr alarmowy, mówimy co się stało i dyspozytor powinien wezwać odpowiednie służby. Sama miałam podobną sytuację, tyle że z psem. Zadzwoniłam pod 112 wezwali straż miejską, policję i schronisko dla zwierząt, mimo że była 1 w nocy. W Twojej sytuacji możliwe, że wezwano by leśniczych. Nie ma co się bać i zastanawiać od tego są numery alarmowe żeby zgłaszać i dowiadywać się co robić.

  29. Potrąconemu zwierzątku należy udzielić pomocy. Tego można się nauczyć na kursach pierwszej pomocy przedweterynaryjnej. Pozdrawiam, Agnieszka

  30. Moj wojek kidys potracil jelonkaktory stracil przytomnosc na skutek tego uderzenia a ze wojek jechal dostawczym autem z kolega zapakowali go na pake i chciei odwiezc do weterynarza po kilku kilometrach jelonek odzyskal przytomnosc i zdemolowal caly tyl auta a weterynarz stwierdzil ze niema zadnych obrazen i w ogole nic mu sie nie stalo pozdrawiam

  31. Ludzie!Jak czytam te komentarze,że dobić,że zjeść to jakim trzeba być człowiekiem bez serca i rozumu.Tacy ludzie nie powinni w ogóle się wypowiadać,bo to jest dzicz.Masz dobre serducho taki ludzi powinno być wiele,a w takiej sytuacji najlepiej dzwonić do weterynarza i pomóc.

  32. Najlepiej jechać dalej, sztywnej nie pomożesz a zranionej i tak raczej nie złapiesz. i mimo że szkoda sarny to lepiej na nią trafić niż na dzika. jemu napewno nic by nie było ale auto wtedy do remontu

Dodaj komentarz