Uwielbiam mieć co robić.

Uwielbiam być zalatana, mieć mnóstwo rzeczy do zrobienia. I lubię też gdy jest stagnacja – sprawy załatwione (duma mnie wtedy rozpiera, że dałam radę) i odpoczywam czytając lub robiąc zakupy (ale już kasa wydana, więc koniec na ten miesiąc i basta!).

Właśnie ostatnio zajrzałam do mojej listy rzeczy do zrobienia i został tylko jeden punkt. Dotyczy moich badań lekarskich, które olałam, bo nie sądzę, żeby mi coś dolegało. Pewnie należy mi się za to ochrzan, ale co tam, może jeszcze powtórzę te badania krwi… jak mi się zachce.

Poza tą jedną sprawą wszystkie inne punkty mogłam wykreślić i kartkę z listą wyrzucić. Po mału mogę tworzyć nową. W głowie zbierają mi się sprawy, a gdy znów ich limit przekroczy moje zajmowanie się nimi na bieżąco – znów je zapiszę. Właśnie w poniedziałek będzie 3 tygodnie jak powstała tamta lista (znów będę mieć nocki w pracy). Być może znów pozapisuję kilka rzeczy żeby mieć co robić następne tygodnie.

Dodaj komentarz