O świderkach, piciu i książkach.

Pogoda do dupy jest. Internet śmigający jest. Piękny, działający laptop jest. Żołądek pełny jest. Kawa była. Wolne godzinki są. Czego mi więcej trzeba? Mogłabym siąść teraz do laptopa i pisać aż mi się oczy zaczną same zamykać …

No ale zastanówmy się o czym. Moje sprawy ostatnio są takie poskręcane. Jak świderki. Jak makaron. Może jednak jestem głodna? A te świderki z wakacji, które mi się właśnie przypomniały, były takie kolorowe… Zielony był o smaku kiwi. Kiwi kojarzy mi się z piciem. Jednak może chce mi się pić?

Mama mówiła, że ciocia zmarła od tego, że nie piła dużo płynów. Prawda pewnie jest taka, że faktycznie miała chore nerki. Ja też dużo nie pijam. Od jakiegoś czasu to się zmieniło i kupuję sobie napoje. Litrowe potrafiłam wypić w kilka godzin, a dwulitrowy stoi już któryś dzień. Za ciężki żeby podnieść z podłogi i sobie nalać? Aż taki straszny leń jestem? Czy może to wina „zwykłego” smaku – pomarańczowego. Poprzednio była limonka, wcześniej granat i jeszcze jakieś egzotyczno-owocowe.

Bywam odwodniona. Piję dużo kawy, mam suchą skórę i spierzchnięte usta, choć zima jeszcze się na dobre nie zaczęła. Do tego przybywam w suchym ciepłym pomieszczeniu w pracy przez osiem godzin – to wszystko sprawiło, że zaczęłam pić.

Nie, nie alkohol. Choć dziś w radiu wspominali o pijakach i alkoholikach (jeden to ten, co pije bo chce, a drugi to ten, co pije bo musi). Był przypomniany motyw z filmu „Pod Mocnym Aniołem”, który rzeczywiście jest mocny – piję gdy jestem smutny i gdy jestem radosny itd. A, no właśnie, książkę miałam przeczytać. Coś mi się jej jeszcze nie udało zdobyć…

Wchłonęłam ostatnio inne książki. Przygotuję o nich po kilka zdań. Ostatnio znów zaczęłam czytać powieść dla nastolatków (tak sądzę, bo tak łatwo się czyta i jest o licealistach? gimnazjalistach? sama nie wiem, toż to Ameryka!).

Tak więc przygotuję co nieco wpisów i zaplanuję ich dodawanie. Trzeba korzystać z dobrodziejstw współczesności, skoro wciąż z moją systematycznością kiepsko…

A to zdjęcie ze śląskiego parku rozrywki (zaliczony w majówkę tegoroczną) czeka sobie na moim pulpicie na dodanie do jakiejś notki. Właśnie wpadło mi do głowy, że przypomina świderki, więc pokazuję je: :D.

karuzela

 

Poczytaj mnie jeszcze:

2 thoughts on “O świderkach, piciu i książkach.

  1. Z Twoją systematycznością kiepsko? Co Ty mówisz w ogóle, widzę, że wpis za wpisem dodajesz 🙂

    P.S. zakochałam się od pierwszego czytania w Twoim stylu pisania. Czyta się Ciebie jak dobrą książkę. Cieszę się, że mnie odwiedziłaś, przez co mogłam tutaj do Ciebie zawitać. 🙂

Dodaj komentarz