Nadzieja…

Mam ciężkie dni ostatnio. Jak jednego dnia ktoś mi uświadomił, że nie ma sensu się przejmować taką jedną pierdołką, tak drugiego coś mnie powaliło jak grom z jasnego nieba. Dopiero wtedy przekonałam się, że faktycznie istnieją Problemy i problemiki…
Całkiem niedawno chwaliłam się moim badylkiem i tym jak pięknie wyglądał jakiś czas temu. W tym czasie kot mi zeżarł jego większą część a ja go doprawiłam a to susząc a to nie podlewając…
Aż po jakichś 3 tygodniach gdy ma spokój od kotka, słońce i powstrzymywałam sie od podlewania, bo miał ciągle mokrą ziemię pokazał się mały badylek. A dzień później jeszcze dwa… a więc jest nadzieja!
Może i moje Problemy też uda się rozwiązać czasem i cierpliwością…

image

One thought on “Nadzieja…

Dodaj komentarz