No i jest już 2021 rok. Właśnie obserwuję jak moja gosposia odkurza..

Sylwester był skromny, z dzieciakami. Taki fajny jak sobie wymarzyłam. Dzieci były uśmiechnięte i wystrojone i grzeczne..

Udało mi się was nabrać? Sądzicie, że to żart?

To przykro mi jeśli mi nie wierzycie, bo poza jedną niemiłą sytuacją z nimi związaną wszystko było dokładnie tak jak opisałam.


Dzieci mi się naprawde udały..


Najpierw lepiliśmy pierogi, które każdy z nas uwielbia, a potem graliśmy w gry. Jedna sprawdzała naszą wiedzę i szczęście (Prawda czy fałsz), druga szybkie myślenie (5 sekund), trzecia logiczne myślenie (karcianka).

Mieliśmy jeszcze grać w coś a la eurobiznes, ale już nie było czasu zaczynać. Zjedliśmy znów pierogi, w międzyczasie musiałam własnoręcznie otworzyć im Piccolo i poszliśmy na dwór.

To otwieranie było dla mnie ciężkim zadaniem do wykonania, ale jako jedyna tu dorosła musiałam to sama zrobić (polecenie szefa).


Potem jak dzieciaki poszły jeszcze nożem na ogródku otworzyłam swój piękny..


W nocy świat wyglądał pięknie. Co prawda tylko kilka gwiazdek na niebie, ale za to wszędzie brokat! Na trawie, na kanapie z zadaszeniem, mój dom się błyszczał, garaż i nawet płot z siatki.


Kota zamknęłam w domu po pierwszym huku od wystrzału fajerwerków sąsiadów z domu obok. Tym razem strzelali na moim „osiedlu” z dwóch stron, było bardzo głośno, a potem dużo dymu.

I jeszcze podziwiałam widok, którego nawet nie umiem opisać. Chodzi o to, że w nocy patrzyłam na drzewo, za nim była mocna lampa, ktora je podświetłała. I ten dym pofajerwerkowy tak się rozproszył, że widać było długie światła dymu pomiędzy gałęziami drzew. Cudo!


Było strasznie zimno, więc szybko poszłam do domu. Zagraliśmy jeszcze w jakąś grę i dzieciaki wiedząc, że zaraz będą musiały iść do siebie to jeszcze poszli ze mną do piwnicy po drzewo. Pomogły choć nie musiały. Chciałam tylko jeden worek, ale w tej piwnicy jest jakaś taka fajna atmosfera, że się tak rozgadaliśmy, że zapakowaliśmy cztery worki, a w domu wylądowały dwa.

Rozmawialiśmy o wierze, a właściwie o chodzeniu do kościoła. Temat się pojawił, bo nie mogły zostać dłużej, bo muszą na mszę wstać. Ostatnio przemyślałam temat swojej wiary. Przy dzieciach uświadomiłam sobie (i im) czego mnie nauczył kościół i po co mają tam chodzić.

Okay, moja gosposia już dawno skończyła, znów mam ciepło, więc mogę zacząć robić coś produktywnego w tym kolejnym roku mojego życia. Warto zacząć już pierwszego dnia..