A wieczorem..

Dzisiaj stałam w pracy na ciężkiej linii. To znaczy to, czy jest ciężka to pojęcie względne. Mi tam źle, bo trzeba stać. I robić głupie kroki. Stały cykl. Niby nuda, no chyba, że się maszyna zepsuje, co mi się zdarzyło dziś dwukrotnie. Niby nuda, bo mi się spodobało wpadanie w taki tryb, w takie flow gdzie czas leci, gdy maszyna dobrze idzie i gdy mogę się pochwalić wynikiem.

Byłam dziś na poczcie i tylko 15 minut zajęło czekanie w kolejce do samych drzwi. Nadałam paczki i wydałam resztkę kasy. Zostały mi tylko znalezione w torebce drobniaki na kawę. Byle do czwartku!
Tylko, że wygląda na to, że zgubiłam nową kartę pamięci. Miałam przyczepioną do kluczy, a przy żadnych dwóch z trzech pęków nie ma. I już zrobiłam porządek w torebce i też nie ma.

Kotkowi podoba się nowe przemeblowanie. Wchodzi na półki i na szafę. A na niej nawet ma karton, w którym się chowa i śpi. Dzisiaj w końcu przyszła jej karma. Tylko, że jak wróciłam, ona jadła, a ja poszłam się myć, to szalała. Wyszłam z wanny żeby ją wpuścić do łazienki żeby posiedziała ze mną (lubi to) to przestraszyła się kapiącej ze mnie wody, i zwiała spowrotem z rozpędem na mieszkanie.Dostała jeszcze karmy, a ja zjadłam przesolony przeze mnie serek. Ona zrobiła obchód półek i poszła do kartonu. A ja mogę w spokoju poczytać i popisać.

Kotkowi do szczęścia wystarcza kawał papieru i wysokie miejsce. Tak niewiele. A ja jestem szczęśliwa jak ona jest. Mam nadzieję, że przyjdzie mi wymasować plecy, bo trochę bolą od tego stania. Chyba się jeszcze nie przyzwyczaiłam do moich nowych ciężarków i źle balansowałam ciałem, że odczuwam ból. Nogi mi strasznie nie spuchły, a mają to w zwyczaju.
Jestem w miarę najedzona, chce mi się pić, ale mogę już iść spać szczęśliwa..

Foto z dzisiejszego ranka. Na dodanym zdjęciu jest kot.
W szafie :D.