Dzień na ogródku. Moje pierwsze własnoręczne sadzenie warzyw.

A dzisiaj dzień spędzony na ogródku. Drugi rok mam ogrodzenie, więc mogę z tego kawałka ziemi przy moim domu sama korzystać.

warzywka

Rok temu mi się udało, bo mimo, iż było lato, które kojarzy się z wakacjami, to jednak przepracować było trzeba i to Supertatuś zajął się roślinkami. Część ziemi przekopał i posadził co miał i co chciałam. Miałam ogórki, szczypior i patisony. Te ostatnie dopiero odkryłam. Nie wiedziałam z czym i jak to się je. Trochę nawet rozdawałam w zamian za inspiracje. Zadowolona byłam. Zasadziliśmy też owocki, ale jeszcze w tamtym roku prawie ich nie było – maliny, porzeczki, jabłka i agresty.

Przypominam, że jestem wegetarianką, więc warzywka i owocki to moje główne składniki pożywienia. Tak więc w tym roku z warzywami bardziej poszalałam. Głównie za sprawą sąsiadki, której udostępniłam kawałek pola. Zmotywowała mnie i załatwiła większą część nasion. Mamy ponownie posadzonego ogórka. Zdziwiłam się, że nasionka były różowe. Oprócz tego wyrosnąć ma jeszcze marchewka, fasola szparagowa, koper, pietruszka i rzodkiewka. Sporo tego, ale na małym terenie, więc trzeba będzie przerzedzać. Wyszło tak, bo ziemia ciężka do kopania była, pełno kamieni i niebezpieczeństw ze strony płotu. Z tym ostatnim chodzi mi o sąsiada, który rok temu coś chciał zrobić moim patisonkom, ale sąsiadka zareagowała.

Teraz to ja znawca od warzywnika jestem. Już umiem kopać, przygotowywać ziemię, czytać instrukcje siewu, robił dołki, rowki, wrzucać nasionka i zasypywać. Jednak nie jest to trudne, ale strasznie czasochłonne. Do plewienia mnie nie ciągnie za bardzo. Rok temu podłoże nie było tak perfekcyjnie przygotowane, nikt nie miał czasu plewić, a jednak jako tako zbiory były. No ale zamierzam podlewać w miarę możliwości. Na szczęście mam już węża i sprytne podłączenie i nie muszę z wiadrami latać.

W tym roku doszło mi trochę kwiatków, a dziś magnolia, odmiana Susan. I tak właśnie mam na drugie imię.

Tak więc dzień mi zleciał na słoneczku, wśród dzieciaków i hałasów z tym związanych. Jakoś tak pewnie dlatego teraz muzyki ciszej słucham. Jestem już zmęczona, ale pranie nastawiłam, więc czekam aż się skończy. O, już właśnie jak wspomniałam o praniu to moja cudowna nowa pralka oznajmiła mi, że już mogę je powiesić i iść się położyć, bo już późno.

Poczytaj mnie jeszcze:

Dodaj komentarz